Nigeryjski gen. Martin Luther Agwai , ustępujący dowódca sił pokojowych ONZ i Unii Afrykańskiej powiedział, że nie ma już wojny w Danfurze.
Wojna w Danfurze na zachodzie Sudanu wybuchła, gdy afrykańskie ludy Furowie, Messalit i Zaghawa zbuntowały się przeciwko rządzącym w Chartumie Arabom. W ten sposób chcieli wymusić na władzach ustępstwa jak: autonomię, więcej stanowisk w administracji oraz więcej pieniędzy z państwowej kasy.
W obawie, że jeśli Chartum ustąpi Darfurowi, a w jego ślad pójdą inni, Sudan rozpadnie się na kawałki. Dlatego przeciwko buntownikom wysłano rządowe wojsko, lecz przede wszystkim podburzane przez władze i przez nie zbrojone oraz szkolone arabskie milicje plemienne.
W wyniku pogromów zginęło ponad ćwierć miliona ludzi, a trzy miliony uciekło w inne rejony Sudanu oraz do Czadu i Republiki. USA uznał to, co się dzieje w Danfurze uznał za ludobójstwo.
Według ONZ głównym powodem wygaśnięcia wojny jest to, że władze w Chartumu osiągnęły swe cele. Spalone wioski Messalitów, Zaghawów i Furów nie posłużą już za schronienie dla partyzantów.
Do dziś partyzanckie wojska pozostają skłócone i podzieliły się na trzy tuziny zwalczających się frakcji, które bardziej są zaprzątnięte bratobójczymi walkami niż wojną z Chartumem. Zdaniem gen. Agwai żadna z partyzanckich armii nie jest w stanie stawić czoła sudańskiemu wojsku.
Agwai
podkreśla, że choć nie ma już wojny w Danfurze, to nie ma tam
jeszcze pokoju. Teraz obawy ONZ, USA i Afryki skierowane są na
sudańskie południe gdzie w etnicznych walkach ginie coraz więcej
ludzi. Jak podają Narody Zjednoczone od początku roku na południu
kraju zginęło juz ponad 2 tys osób. ONZ obawia się nowej
wielkiej wojny.




















Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
