Prokuratura Okręgowa w Poznaniu prowadzi śledztwo, które ma wyjaśnić gdzie się podziały części z polskich czołgów i dlaczego była fałszowana dokumentacja.
O sprawie pisze dziennik „Rzeczpospolita". Początki afery sięgają 2007 roku. Wtedy 34. Brygada Kawalerii Pancernej w Żaganiu przekazała do 2. Brygady Zmechanizowanej ze Złocieńca na Pomorzu Zachodnim 47 czołgów T-91. Maszyny były niesprawne, ale brygada przyjąć je musiała.
Ze szczecińskiej dywizji przyszedł faks podpisany przez Dowódcę Wojsk Lądowych, generała Waldemara Skrzypczaka. Faks o podobnej treści trafia też do Żagania oraz Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy.
W Żaganiu i Złocieńcu zostają sporządzone dokumenty wraz z aneksem dotyczące przekazanych maszyn oraz braków. Dwa lata później zapada decyzja, że czołgi muszą wrócić do Żagania, ale nie wiadomo dlaczego.
W wyciągniętych dokumentach z 2007 roku znajduje się inny aneks, z którego wynikało, że maszyny posiadały pełne wyposażenie. Wybuchła awantura. Żagań zaczął dopytywać co się stało z częściami czołgów. W przedstawionym aneksie był tylko jeden podpis.
Prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Poznaniu potwierdza, że strona przekazująca czołgi dopuściła się poświadczenia nieprawdy i sfałszowania dokumentów.



















Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
