Prezes PiS powiedział, że rozpoznał ciało swojego brata m.in., po bliźnie na ręce. Kaczyński stwierdził, że ma podstawy, żeby uznać, że w trakcie sekcji przeprowadzonej w Smoleńsku nie wszystkie części ciała, które tam były, należały do prezydenta RP. Na razie nie podjął jeszcze decyzji w sprawie ewentualnej ekshumacji.
Od katastrofy pod Smoleńskiem minęło już osiem miesięcy. W tym czasie Jarosław Kaczyński wielokrotnie wypowiadał się o swoim bracie Lechu Kaczyńskim. Nagle oświadczył, że nie rozpoznał brata w przywiezionej do Polski trumnie. Powiedział, że „ten człowiek nie przypominał mojego brata: mówiono mi, że to on".
Podczas konferencji prasowej Jarosław Kaczyński powiedział: „Mam podstawy, ale takie są w Polsce przepisy, że nie mogę głośno o tym mówić, żeby uznać, że w trakcie sekcji przeprowadzonej w Smoleńsku nie wszystkie części ciała, które tam były należały do prezydenta RP. Z całą pewnością prezydent nie był generałem i nie nosił generalskich mundurów, to jest poza jakąkolwiek wątpliwością".
Skoro Jarosław Kaczyński nie rozpoznał swojego brata, dlaczego pozwolił, by z największymi honorami i to jeszcze na Wawelu pochowano, kogoś innego, a nie Prezydenta RP? Czy zatem od ośmiu miesięcy obok Marii Kaczyńskiej w krypcie wawelskiej leży zupełnie obcy człowiek?
Wypowiedź Kaczyńskiego zbulwersowała m.in., europosła SLD Marka Siwca, który stwierdził, że „Jeśli Jarosław Kaczyński nie rozpoznał ciała brata, to powinien o tym powiedzieć zanim prezydent został pochowany" i dodał: „Ja pytam dlaczego powiedział to nie wtedy, lecz dzisiaj. Powiem dosadnie: może prezes był na prochach?".



















Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
