Alon Steinberg z Kalifornijskiej Komisji Medycznej w sądzie w Los Angeles stwierdził, że gdyby lekarz Michaela Jacksona, po podaniu mu silnego leku propofolu i zauważeniu, że piosenkarz przestał oddychać, natychmiast wezwał karetkę, to artysta mógł przeżyć.
Steinberg podczas kolejnego dnia procesu w sprawie śmierci Jacksona wyliczał w sądzie błędy, jakie popełnił lekarz artysty Conrad Murray.
Powiedział min., że kiedy sprawdza się, jak pacjent reaguje na lek, nie można go opuścić nawet na chwilę, szczególnie po podaniu propofolu.
58-letni Murray twierdził, że podał artyście 25 miligramów propofolu ok. 10.40 am. Zrobił to po nieprzespanej nocy przez Jacksona i pomimo przyjęcia przez niego innych tabletek uzgodnionych z lekarzem.
Przez pewien czas Murray monitorował reakcję piosenkarza, a potem wyszedł do toalety. Gdy wrócił, Jackson miał zapaść. Murray próbował go reanimować, ale bez efektu. Karetkę wezwał dopiero na polecenie lekarza ochroniarz o godz. 12.20. Ekipa medyczna była już na miejscu, po sześciu minutach.
Prokurator oskarżył Murrey'a o nieumyślne spowodowanie śmierci artysty, grożą mu cztery lata więzienia.




















Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
