W weekend nad atlantyckim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych przeszedł huragan Irene. Straty sięgają miliardy dolarów, drogi są zalane, 20 osób zginęło, a ok. 4,5 mln gospodarstw domowych zostało pozbawionych elektryczności.
Huragan Irene miał przejść nad jednym z najbardziej zaludnionych regionów świata, ciągnącym się od Waszyngtonu, przez Filadelfię do Nowego Jorku i Bostonu. W niebezpiecznej sytuacji znalazł się Nowy Jork położony na wyspach i półwyspach. Miasto groziło zalanie.
Burmistrz Nowego Jorku zarządził ewakuację prawie 400 tys. osób na najbardziej zagrożonych terenów. W sobotę wieczorem i w niedzielę zamknięte były sklepy i restauracje, odwołano wszystkie loty z trzech nowojorskich lotnisk. Na szczęście zanim Irene dotarła do Nowego Jorku przestała być huraganem, a stała się tropikalną burzą.
O ile Nowy Jork wyszedł z opresji, to stany w regionie Nowa Anglia na północnym wschodzie USA nie miały już tyle szczęścia. Szczególnie złe warunki panują w południowej części stanu Vermont, gdzie kilka miejscowości jest całkowicie zalanych. Mimo to, w miejscach gdzie przeszła Irene życie wraca powoli do normy.




















Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
