Do jednego z mieszkań w podwarszawskim Wołominie wtargnęła brygada antyterrorystyczna. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby w mieszkaniu zastali groźnych przestępców. Adresów też nie pomylili, ale mieszka tam inna rodzina.
Funkcjonariusze tłumaczą, ze fatalna pomyłka wynikła z tego, że zamieszkująca tam rodzina nie dopełniła obowiązku meldunkowego. W czwartek o piątej rano do mieszkania, w którym byli małżonkowie oraz dwójka ich dzieci.
Do pokoju 14-latka wpadł policjant i kazał mu podnieść ręce do góry. Nieco gorzej zakończyła się wizyta antyterrorystów dla jego matki. Kobieta ma uszkodzony kręgosłup, przez trzy miesiące będzie musiała chodzić w gorsecie. Została przygnieciona kolanem do ziemi, co spowodowało pęknięcie jednego z kręgów kręgosłupa.
Antyterroryści trafili pod właściwy adres, ale okazało się, że mieszka tam więcej niż jedna rodzina. Były dowódca antyterrorystów mówi, że za wywiad odpowiedzialni są policjanci operacyjni.
Policjanci, którzy brali udział w akcji to funkcjonariusze z Komendy Stołecznej Policji. Zapewniają, że akcja w Wołominie była dobrze przeprowadzona. Problem był w tym, że tej rodziny nie powinno tam być. Wiadomo, że wynajmowała mieszkanie od kwietnia i nie była tam zameldowana.
Małżonkowie chcą, aby sprawę wyjaśniła prokuratura.




















Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
