Rozmowa za Andrzejem Stasiukiem, pisarzem, poetą, eseistą, autorem m.in. „Opowieści galicyjskich", „Dukli", „Jadąc na Babadag" i "Murów Hebronu".
- Czym jest podróż dla
współczesnego człowieka i czym jest ona dla Pana?
- Nie wiem czym jest dla współczesnego człowieka, chyba już
codziennością. Kiedyś podróż była czymś wyjątkowym, bo praktycznie się nie
podróżowało poza wyjazdami na targ, do gminy czy do powiatu. Mężczyzna
wyjeżdżał do wojska i wracał z niego albo zostawał. I to właściwie tyle, po
prostu nie jeździło się ot tak. Potem kiedy nastąpiła miejsko-wiejska emigracja,
wiejscy rodzice odwiedzali swoje dzieci w miastach, a teraz wszyscy jeżdżą, prawie
każda profesja łączy się wyjazdami. Bogaci jeżdżą do dalekich krajów, a biedni
jeżdżą do bogatych krajów, by zarobić. To jest nieustanny ruch. W powietrzu aż
gęsto od samolotów. Wszyscy wędrujemy.
- Podróżując
odkrywamy nie tylko przestrzeń, ale także nowych ludzi oraz samego siebie. Co
lubi Pan w podróżach?
- Własna, prywatna podróż, kiedy się jedzie po nic, jedzie się do nikąd, albo jedzie
się po to, żeby jechać. To jest prawdziwa podróż, w której nie ma przymusu do
jechania w konkretne miejsce zobaczenia czegoś ustalonego. Lubię patrzeć na
ludzi, ale nie mam specjalnej potrzeby poznawania ich historii, może nie mam
takiej otwartości w sobie. Podczas podróży interesuje mnie bardziej własna osoba,
wyobrażam sobie róże rzeczy a nie słucham opowiadań. Zwykle jeżdżę z moją żoną
Moniką i mogę z nią rozmawiać. Nie unikam kontaktu z ludźmi, ale też go nie
szukam.
- Nowa książka zatytułowana Dziennik
pisany później także
jest książka podróżniczą.
- Podróż jest metodą literacka w opisie świata. Zawsze
lubiłem powieści drogi, lubię kino drogi i to mnie przekonuje, to pasuje do
mojego temperamentu, więc podróżuję i pewne wydarzenia w moich książkach także dzieją
się w podróży, bohaterowie często się przemieszczają, są cały czas w drodze. Oczywiście
to jest literatura. Większość czasu spędzam w swojej wsi i tam pracuję. Ludzie
myślą, że ja bez przerwy jeżdżę (śmiech), a ja bez przerwy piszę o jeżdżeniu.
- Próbował Pan podróżować zapominając o historii miejsc. Czy podróż bez kontekstu
historycznego jest w ogóle możliwa?
- Można próbować, ale potem dochodzi się do wniosku, że nie
można zapomnieć o historii. Po drugie okazuje się, że jest ona ciekawa, jest w
niej coś fascynującego, jest treścią wszystkiego co było przedtem i co będzie
potem. Od historii nie da się uciec, a przynajmniej ja nie potrafiłem. Czyniłem
wysiłki ku temu, ale wróciłem do myślenia historycznego.
- Stwierdził Pan kiedyś, że pisze jedną,
wielką książkę, na którą składają się wszystkie dotychczasowe.
- Może nie tyle jedną książkę co jedną opowieść. Mam taką intuicję, że
podchodzę do rzeczywistości od wielu stron i próbuję ją zbadać różnymi
językami, czy metodami, ale to jest ciągle ta sama próba dogadania się ze
światem, ze sobą.
- A gdyby chciał Pan nadać tytuł tej
książce to jakby się nazywała?
- Nie wiem. Mam kłopoty z nazwami, ale pewnie coś bym
wymyślił (śmiech).
Zwiastun filmu "Wino truskawkowe"
- Napisał Pan scenariusz do filmu „Wino truskawkowe". Jak się pracuje nad scenariuszem?
- Nudno, okropnie nie lubię pracy nad scenariuszami i mam wrażenie, że jestem kiepskim scenarzystą. Zrobiłem dwa filmy fabularne jako scenarzysta i nie czułem, że przekazałem coś ciekawego, choć może niektórzy twierdzą inaczej. Nie lubię tej roboty, choć dla osób, które lubią kombinatorykę, budowanie precyzyjnej konstrukcji może być ciekawe. Chyba już nie będę pisał scenariuszy.
- Kiedy napisze się scenariusz a potem ogląda gotowy film, jak bardzo się to zmienia się ta wcześniejsza wizja?
- Zmienia się kompletnie, ale zobaczyć własne myśli to ciekawe doświadczenie, zwłaszcza gdy się pisze scenariusz z własnej książki (scenariusz do Wina Truskawkowego powstał na podstawie książki Andrzeja Stasiuka Opowieści Galicyjskie - dop. W.M.). Nie każdy ma taką możliwość, by sfilmować swoją głowę, swoją fikcję. Czasami jest to przykre, a czasem przyjemne.
- Dziękuje za
rozmowę.
- Dziękuję.
Rozmawiał: Filip Brudny (Radio Centrum Rzeszów)
Redakcja tekstu: Wojciech Maryjka (Rzeszów4u.pl)
Fotografia na stronie: www.facebook.com (profil Wydawnictwa Czarne)
Zachęcamy
też do obejrzenia filmu o Andrzeju Stasiuku: Człowiek zwany „Świnia"
















Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
