W Łańcucie na słupach pojawiły się ulotki "Stop prywatyzacji szpitala". - Dostajemy telefony z protestami, wiele anonimowych. Ludzie obawiają się, że szpital zostanie sprywatyzowany, czyli był przekręt, ktoś się obłowił, a pacjenci nie będą mieć dostępu do bezpłatnego leczenia - mówi Krzysztof Przyśliwski, dyrektor szpitala w Łańcucie. - Nie mamy szans na zdobycie pieniędzy na inwestycje. Nie możemy starać się o fundusze unijne, bo te są na remonty i modernizację, a nie na budowę. Nie dostaniemy pieniędzy od marszałka, bo jesteśmy szpitalem powiatowym. Nie możemy zaciągnąć kredytu, bo starostwo nam go nie poręczy. A bez inwestycji nasz szpital nie ma przyszłości - tłumaczy dyrektor. Jako spółka szpital będzie mógł ubiegać się o kredyty, łatwiej będzie znaleźć inwestora.
Trzeba budować
Szpital zajmuje kilka pawilonów pochodzących z początku ubiegłego wieku. Nie spełniają norm wyznaczonych przez Ministerstwo Zdrowia, a konstrukcja budynków nie pozwoli na poszerzenie korytarzy czy wybudowanie łazienek przy każdej z sal chorych. Najlepiej by było, gdyby kilka oddziałów zostało przeniesionych do nowego budynku. Na terenie szpitala jest działka, na której mógłby powstać nowoczesny pawilon.
Łańcucki szpital nie ma długów, restrukturyzacja okazała się mniej bolesna niż w innych placówkach, bo powstawały nowe oddziały. - Mamy zyski, ale niewystarczające na duże inwestycje. Budowa nowego pawilonu może kosztować ok. 30 mln zł. Jedyną szansą na zdobycie takich pieniędzy może być przekształcenie szpitala w spółkę prawa handlowego. Tak jak teraz organem założycielskim jest powiat, tak powiat byłby głównym udziałowcem w spółce - wyjaśnia Przyśliwski. W Polsce jest około 60 szpitali, które przekształciły się w spółki z udziałami samorządów. Ale prawie wszystkie powstały po to, by ratować zadłużone szpitale i chronić je przed upadłością. - Nasza spółka będzie się różniła tym, że powiat wnosi do niej jako aport cały majątek szpitala. Gdybyśmy chcieli zaciągnąć kredyt, to będzie ważny argument dla banków - dodaje dyrektor.
Przykład idzie z Wrześni
Szpital we Wrześni był pierwszym niezadłużonym szpitalem, który w ubiegłym roku stworzył z samorządem spółkę prawa handlowego. - Musimy się rozwijać, wybudować nowy budynek. Gdy stworzyliśmy spółkę prawa handlowego, zyskaliśmy wiarygodność. Spółka działa na jasno określonych zasadach, a SPZOZ to dziwny twór: ani spółka, ani jednostka budżetowa. Nikt nie chce wchodzić w niepewne interesy. Jeszcze nie wybraliśmy inwestora, który wybuduje nowy szpital, ale chętnych nie brakuje. Zainteresowane są firmy deweloperskie, banki i firmy z branży medycznej - wyjaśnia Zbyszko Przybylski, prezes szpitalnej spółki we Wrześni.
Dyrektor szpitala w Łańcucie i starosta byli we Wrześni. - Największym problem, z którym będziemy musieli sobie poradzić, jest przekonanie ludzi, że tego typu zmiany nie spowodują zamknięcia szpitala, że nie będzie ograniczeń w dostępie do świadczeń. Że trzeba inwestować, by szpital się rozwijał - mówi Adam Krzysztoń, starosta łańcucki.
We Wrześni każdy etap przekształceń robiony był przy otwartej kurtynie. - Bez konsultacji społecznych trudno taki proces przeprowadzić. Zgodę na przekształcenia musiały wydać rady powiatu, rady gmin, sejmik samorządowy, związki zawodowe, samorządy. Trzeba było ludziom wytłumaczyć, że w tym, co robimy, nie ma drugiego dna. Ludzie boją się prywatyzacji, likwidacji szpitala. Odbyliśmy bardzo wiele spotkań z mieszkańcami Wrześni i powiatu - wspomina prezes Przybylski.
W Łańcucie etap konsultacji już się zaczął. - Mamy za sobą cykl spotkań z pracownikami. Jeśli oni będą przekonani, że to, co robimy, jest dobre, to łatwiej będzie przekonać innych - mówi Przyśliwski. W tym tygodniu odbędzie się spotkanie zespołu ds. restrukturyzacji, w którym pracują radni i przedstawiciele szpitala. - Myślę, że zespół opracuje stanowisko, które zostanie przedstawione na wrześniowym posiedzeniu rady powiatu - dodaje starosta Krzysztoń.
Jeśli radni powiatowi zgodzą się na przekształcenia, w radach gmin też nie powinno być problemów. Szpital we Wrześni potrzebował dwóch lat na przeprowadzenie procedur. - Będziemy szczęśliwi, jeśli uda nam się to zrobić w pół roku - mówi starosta.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów




















Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
