Gdy myślę o upale zawsze przypomina mi się fragment prozy genialnego pisarza z Drohobycza - Brunona Schulza, u którego, w jednym z opowiadań, młody bohater wspomina lato: „W lipcu mój ojciec wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszałamiających dni letnich. Wertowaliśmy odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek."
Dni białe od żaru i oszałamiające... Czyż to nie taki czas właśnie przeżywamy? Kiedy w lecie przychodzą dni upalne, upalne staje się wszystko: upalna pogoda, upalny ranek, upalne południe, upalny wieczór, upalna muzyka, Krzyżacy stali w upale, Jagiełło schronił się w lesie przed upałem, 600-lecie Bitwy pod Grunwaldem było upalne jak w 1410, mamy upalne nastroje, cierpimy na upalne zmęczenie, rozmawiamy o upale. Nic nie poradzimy, upał dominuje i wszystko schodzi na dalszy plan, oczywiście także upalny. Mamy dość, bo w kółko tylko ten upał i upał, bo nie warto rozmawiać o pogodzie.
Językoznawcy rozmowę na temat pogody określają rozmową fatyczną, czyli taką, która ma służyć podtrzymaniu kontaktu i ułatwić dalszy dialog. Problem pojawia się wówczas, gdy jedynym tematem jest pogoda, a dokładniej upał. Bo człowieka w upale nic nie interesuje, nie interesują go zakupy, nie interesuje go film ani książka. Człowieka w upale interesuje brak upału. Oczywiście człowiekowi może się wydawać, że interesuje go zimne piwo, mrożona kawa, czy lody wszelkich smaków. Wszystko to jest pochodną nieznośnej dominacji upału. I te wszystkie, upalne wyliczenia powinny zakończyć się jakąś puentą, zdaniem, które da odpowiedź na pytanie, jak poradzić sobie z upałem? Ale dobrej puenty nie będzie, na dobrą puentę jest zbyt upalnie.
Wojciech Maryjka












Newsletter
Kanał Rss
O portalu
Reklama
